Karmel - 20 lecie obrony

Kościół Ojców Karmelitów Bosych pod wezwaniem Św. TeresyTuryści zwiedzający Przemyśl, obok innych zabytków, szczególnie tych sakralnych chętnie zwiedzają przemyski Karmel, górujący majestatycznie nad miastem. Dwadzieścia lat temu oczy całej Polski skupiły się na tej świątyni, kiedy grupa katolików, w proteście przeciwko oddaniu kościoła Karmelitów grekokatolikom zamknęła się w jego wnętrzu.

Minęło wiele lat, opadły emocje, poza wnikliwymi obserwatorami mało, kto zna szersze kulisy tamtejszego wydarzenia. Wtedy w świat poszła informacja, że grupka radykalnych katolików przeciwstawiła się woli Papieża Jana Pawła II chcącego oddać kościół grekokatolickim braciom…

Przy okazji tej rocznicy proponujemy naszym Czytelnikom zapoznanie się z fragmentami wspomnień części uczestników obrony kościoła. Nie jest to reportaż o obronie świątyni, jest to próba pokazania tamtego czasu oczami tych, którzy stanęli w jej obronie. Przybliżamy ich motywacje, samotność, lęk, duchowe rozterki, ale i wiarę w słuszność podjętej decyzji. Nie ingerowaliśmy w tekst, po prostu oddaliśmy im głos, aby opowiedzieli to wydarzenie widziane własnymi oczami. Ze względu na ograniczoną pojemność gazety nie jesteśmy w stanie zamieścić w całości otrzymanych wspomnień, prezentujemy te fragmenty poszczególnych osób, z których Czytelnik zdoła wysnuć sobie w miarę całościowy kontekst tego wydarzenia i zrozumieć jego istotę.

Redakcja


Motywy obrony Karmelu w Przemyślu

Rys historyczny

w 1620 roku przebywał w Lublinie na sądach trybunalskich wojewoda podolski a starosta przemyski Marcin z Siecina hr. Krasicki. Uczestnicząc we Mszy św. W nowo-otwartym kościele OO Bosych wysłuchał kazania, które głosił pierwszy polski Karmelita słynny już kaznodzieja, O. Andrzej Brzechwa. Zachwycony kazaniem hr. Krasicki udał się po Mszy Św. Do zakrystii i zaproponował O. Brzechwie, iż wybuduje dla Karmelitów w Przemyślu kościół i klasztor pod warunkiem, że O. Andrzej przeniesie się do Przemyśla. Formalności szybko załatwiono, dekret fundacyjny z Rzymu nadszedł z końcem maja 1620 r. Ojciec Andrzej na polecenie przełożonych, przybył do Przemyśla i rozpoczął budowę kompleksu kościelno-klasztornego przy murze obronnym miasta między basztami krawiecką i kowalską. W roku 1630 zakończono budowę i konsekrowano kościół p.w. Św. Teresy od Jezusa, a rok później zmarł fundator hr. Krasicki. Zgodnie z wolą zmarłego został pochowany w podziemiach kościoła w habicie karmelitańskim. Po śmierci fundatora Karmelici dokończyli budowę kościoła oraz uświetniono wystrój kościoła. Wykonano główny ołtarz z czarnego marmuru (1667 r.) a w XVIII w. Zbudowano ambonę w kształcie Lodzi oraz 6 bocznych rokokowych ołtarzy. W 1780 r. Po śmierci cesarzowej austriackiej Marii Teresy na tronie zasiadł jej syn Józef II. Władca ten nie uznający żadnej władzy kościelnej rozpoczął masową krucjatę klasztorów zakonnych. W 1781 r. Cesarz Józef II przebywał w Przemyślu, była więc okazja by Rusini upomnieli się o 40 000 zł reńskich na budowę katedry grekokatolickiej, które to pieniądze obiecała im przed śmiercią matka cesarza. Cesarz Józef II odmówił przekazania pieniędzy sugerując przekazanie im jednego z kasowanych kościołów zakonnych. Gdy w grudniu 1781 r. Skasował klasztor OO. Jezuitów zaproponował Rusinom przekazanie tego kościoła na cerkiew katedralną. Jednak Rusini odrzucili tę propozycję wybierając ten górujący nad miastem kościół karmelitów. Czekali na kasatę Karmelitów przez prawie trzy lata. Wreszcie w 1784 r. Józef II skasował Karmelitów, przekazał im we władanie kościół i klasztor. Ci skwapliwie przestąpili do przerabiania kościoła na cerkiew. W miejsce sygnaturki dobudowano bizantyńską kopułę, zatynkowano freski karmelitańskie i zniszczono i usunięto główny ołtarz z czarnego marmuru, zastępując go ikonostasem. Najbardziej jednak oburzającym i bestialskim czynem była profanacja szczątków fundatora kościoła i wyrzucenie ich z podziemi kościoła. Wyrzucono także z podziemi kościelnych szczątki 85 pochowanych tam Karmelitów, by zatrzeć ślady o prawdziwych właścicielach kościoła.

Pamiątkowa fotografia z 1991 roku okupujących KarmelGrekokatolicy używali kościoła Karmelitów jako rzekomą katedrę do 1946 roku, tj. Przez 162 lata. Jednak w tym długim okresie, żaden z papieży nie ustanowił w nim katedry. Czy to przypadek, że żaden z jedenastu panujących w tym czasie papieży nie ustanowił w nim katedry grekokatolickiej w kościele Karmelitów? Powód jest oczywisty – żaden Papież nie mógł zaakceptować bezprawnego władania tym kościołem przez grekokatolików. Mimo to hierarchia grekokatolicka, na czele z biskupem J. Martyniakiem dotąd uparcie powtarza "to była nasza katedra". Po wywiezieniu przez NKWD w 1946 roku biskupów grekokatolickich w głąb republiki ukraińskiej Karmelici w dniu 1.07.1946 wrócili do klasztoru. W późniejszym czasie "władza ludowa" jeszcze dwukrotnie wyrzucała Karmelitów z ich własności. 14.07.1952 r. Służba Bezpieczeństwa w nocy wywiozła ojców z klasztoru. Na krótki okres od 13.12.1952 pozwolono im do klasztoru powrócić by w styczniu 1953 r. Wyrzucić ponownie. Dopiero w dniu 1958 r. Po odwilży 1956, powrócili do kościoła na stałe.


Wnioski z historii i podejmowane działania:

Wyżej przytoczona historia klasztoru, utwierdziła patriotów polskich w przekonaniu iż do kolejnej utraty umęczonego polskiego klasztoru, dopuścić nie wolno!

Wystąpienie pisemne zwierzchnika obrządku grekokatolickiego w Watykanie kard. Myrosława Iwana Lubaczyńskiego do generała zakonu Karmelitów z września 1990 r. o przekazanie kościoła Karmelitów grekokatolikom zapoczątkowało "spór o Karmel". Napływały liczne protesty w tej sprawie do Ojca Św. Jana Pawła II, Sekretarza Stanu w Watykanie i Ojca Generała w Rzymie. Był także list z grudnia 1990 r. Do Ojca Św. Zredagowany przez Kaźmierza Walczaka i Stanisława Żółkiewicza, a skonsultowany z biskupem I. Tokarczukiem. W liście tym, podpisanym przez ok. 200 wiernych z parafii przemyskich zwracaliśmy się o niedopuszczenie do ponownego odebrania Karmelitom ich świątyni. Mimo wielu podobnych protestów Watykan milczał z zwierzchnicy "Cerkwi" grekokatolickiej wspierani gorliwie przez nuncjusza papieskiego abpa Józefa Kowalczyka robili swoje. Posługując  rzekomą wolą Ojca Świętego by przekazać kościół Karmelitów Ukraińcom. Wynikiem tego była sporządzona w Episkopacie umowa z dnia 15.02.1991 r. O "wypożyczeniu" na okres 5 lat kościoła Ukraińcom. Zarówno duchowni grekokatoliccy jak i szeregowi Ukraińcy przemyscy drwili sobie z tego "niby czasowego" przekazania kościoła. Byli pewni, że "czasowe" przekazanie im kościoła jest podstępem, gdyż nigdy nie zamierzali tego kościoła opuścić. Zaprzeczeniem tych zapędów ukraińskich był list Ojca Św. Jana Pawła II do bpa I. Tokarczuka z dnia 14.02.1991 r. W liście tym Ojciec Św. Pisze m.in. "Arcybiskup Sodano przesłał już do Księdza Prymasa list, który zawiera odpowiedź na pisma nadchodzące z Przemyśla w obronie kościoła Karmelitów. Rozwiązanie proponowane może być bardzo dobre, o ile obie strony ukraińska i polska wspólnie je przyjmą. W każdym razie jest to sprawa dalszej przyszłości. Natomiast jeśli chodzi o moje przemyskie spotkanie, dobro całości domaga się, aby mogło ono odbyć się w tym kościele, który grekokatolicy pamiętają jako ich katedrę."

Nie bacząc na to stanowisko Ojca Św. Nuncjusz Kowalczyk i bp. J. Martyniak dążą do zajęcia kościoła a pierwszym krokiem ma być ingres Martyniaka do kościoła Karmelitów. Wnioski wypływające z historii, a także bieżący rozwój sytuacji powoduje iż, z inicjatywy działaczy Stowarzyszenia Obrońców Pamięci Orląt Przemyskich w dniu 23 lutego 1991 r. powołany został  Społeczny Komitet Polskiego Kościoła Karmelitów w Przemyślu. Podstępne działanie Ukraińców wyszło na jaw gdy komitet zaproponował kilka lokalizacji w mieście pod budowę katedry grekokatolickiej. Nasze propozycje zostały wyśmiane przez Ukraińców, którzy byli pewni, że po zajęciu kościoła Karmelitów już go nie oddadzą. Biorąc pod uwagę brak jakichkolwiek odpowiedzi hierarchii kościelnej na nasze protesty i spadkobierców fundatora, a także postępujące przygotowania do ingresu bpa J. Martyniaka do kościoła Karmelitów – Komitet postanawia podjąć czynną obronę Karmelu. Do tej decyzji przyczyniła się także obawa wydania przez władze prowincji zakonnikom przemyskim polecenia opuszczenia zakonu.

Część członków Komitetu na czele z przewodniczącym Stanisławem Żółkiewiczem oraz dobrowolnie zgłaszającymi się osobami spoza Komitetu w dniu 7 kwietnia 1991 r. Weszli do kościoła przejmując od Zakrystiana klucze od kościoła i klasztoru. Jako przewodniczący Komitetu wydałem polecenie pełnienia całodobowych wart przy furtach i bramach klasztornych by uniknąć zaskoczenia w razie podjęcia próby siłowego przejęcia klasztoru. Na zewnątrz kościoła czuwała przez całą dobę grupa wiernych (głównie kobiet", która informowała nas o wszelkich podejrzanych wydarzeniach.

Przyjęta forma obrony okazała się skuteczna. Kościół i klasztor pozostał przy  Karmelitach. Na bazie Komitetu powstała Fundacja im. Marcina z Siecina hr. Krasickiego działająca wspólnie z Przeorem klasztoru O. Andrzejem Gutem, doprowadziła do przywrócenia pierwotnego wyglądu kościoła i klasztoru.

Stanisław Żółkiewicz


Marian Gawrona inny uczestnik zdarzeń wspomina ten okres tak:

"...zaczęło się od plakatowania miasta ulotkami. Co dzień wiadro z klejem, setki ulotek i do miasta, przy plakatowaniu pomagał mi Andrzej Zapałowski. Myśmy kleili a za nami ktoś szedł i zrywał".

"... wprowadziliśmy również pikietowanie Kurii Biskupiej. Czas mijał zapanował impas, sympatycznym akcentem naszych akcji pikietowych było to, że odwiedzał nas codziennie Biskup Senior Bolesław Taborski, który nas błogosławił i zawierzał modlitwom". ..." trwało to ok 3 tygodni, pewnej niedzieli na wszystkich mszach św. W mieście skrytykowano nasze działania, uzasadniając, że występujemy przeciw woli Ojca Św. I Kościoła, a na osoby biorące udział w sprawie obrony kościoła nałożono karę, w zgodzie z Kanonem 1373 "kto publicznie wzbudza niechęć lub nienawiść podwładnych względem Stolicy Apostolskiej lub Ordynariusza z powodu jakiego aktu władzy lub posługi kościelnej albo prowokuje podwładnych do nieposłuszeństwa wobec nich, winien być ukarany interdyktem lub innymi sprawiedliwymi karami". Taką inną karą dla nas była ekskomunika. W poniedziałek z 30 osobowej grupu zostałą jedna piąta reszta nie wytrzymała presji. Tydzień później nakazano Karmelitom odczytać na każdej mszy św. List, w którym to Karmelici zapewniają, że chętnie użyczą kościół i że odcinają się od Obrońców działających w tej sprawie. List ten odczytywał ze łzami po każdej mszy św.  Staruszek Ojciec Ambroży Stokłosa. "

"Czas mijał a na mieście działy się rożne rzeczy..."

"...nadszedł w końcu  wyczekiwany dzień. Wizyta Jana Pawła Drugiego w Przemyślu. Godziny były trudne, oczekiwaliśmy przylotu helikoptera z Lubaczowa na pokładzie z naszym Papieżem. napięcie rosło. Po przebyciu do katedry Ojciec Św. Darował braciom Ukraińcom Kościół Serca Jezusowego i tam dokonał ingresu Biskupa Jana Martyniaka. Po wyjściu z katedry Ojciec Św. Poszedł w stronę Karmelu, serca nam mocno zabiły, natychmiast otworzyliśmy kościół, rozwinęliśmy dywany, aż na pole z nadzieją, że Papież wstąpi na Karmel, ale tylko z uśmiechem na twarzy serdecznie nas błogosławił i zawrócił. Wszyscy obrońcy płakali ze szczęścia, że prawda zwyciężyła, lecz radość nie trwała długo. Bo już 6 czerwca rankiem kościół został zamknięty, dekonsekrowano ówczesnych ojców wraz z kanonem 1373 rozgoniono po klasztorach w całej Polsce a inna sprawiedliwa kara dla nich to zakaz posługi kapłańskiej na terenie diecezji Przemyskiej. Za usuniętych Ojców do przemyskiego klasztoru przyjechał młody zakonnik Ojciec Andrzej Gut, długoletni przeor zakonu i kapelan Straży Granicznej."

..."wiele osób z tamtego okresu już nie żyje, a których należy pamiętać to: Kazimierz Walczak, Włodzimierz Pisz, Bogusław Gebarowicz. Niech Bóg im wynagrodzi. Zasługują na wielkie uznanie za polską, patriotyczną postawę, godną prawdziwego katolika. Przyjmowaliśmy z godnością poniżenie, wyśmiewanie, nakładane kary, prawda obroniła się sama, a modlitwy wysłuchane. Sam niejednokrotnie miałem wątpliwości, czy dobrze postąpiłem biorąc udział w obronie Karmelu. Jednakże ostatecznie wątpliwości moje zostały rozwiane dzięki Błogosławieństwo Ojca Świętego Jana Pawła II z dnia 7 stycznia 1997 r. jakie otrzymaliśmy."

Obronę Karmelu Waldemar Paczkowski wspomina tak...

Obrona Karmelu...Wziąłem ze sobą parę bochenków chleba, herbatę, kawę i inne niezbędne rzeczy. Żona powiedziała, że jutro coś przyniesie. Gdy po 1900 przybyłem na Karmel kościół był już zamknięty. W  pierwszej kolejności pozasłanialiśmy okna gazetami. Następnie pan Staszek zorganizował zbiórkę gdzie oznajmił, że w  związku z zaistniałą sytuacją obejmuje funkcję jak gdyby Komendanta, na zastępstwo wyznaczając Mariana. Większość tych ludzi była mi obca. Niektórzy z nich uczestniczyli w  pikietach. Na dobrą sprawę to tylko Marian był mi znany. Przygotowałem spanie na składanym łóżku. Obok mnie spał pan Włodziu, a po prawej pan Kazimierz. Trzymaliśmy wyznaczone wg grafika warty w  kościele i w  rozmównicy. Ponadto mieliśmy dyżury w kuchni, przy obieraniu ziemniaków i przy myciu naczyń. Do obierania najlepiej nadawali się panowie Kazimierz i Staś , którzy robili to z wielką wprawą. Chodziłem ciągle niewyspany. Warty, praca na zmiany, tęsknota za domem, dziećmi, żoną i niewygodny nocleg, a ponadto zimno szczególnie w  nocy, bardzo mi doskwierały. Pod moim łóżkiem znajdował się właz do piwnicy skąd bardzo mocno wiało chłodem. Nie było dokąd się przenieść. Ci co spali na korytarzu chyba mieli cieplej. Najbardziej złościło mnie natarczywe z różnych stron płynące urąganie obrońcom, nam! Gdzieś na początku obrony pan Staszek – Komendant kazał się obudzić o drugiej w nocy. Spytałem po co? Powiedział, że jest umówiony z telewizją TVN na schodach do Kościoła Sióstr Karmelitanek. Spytałem czy TVN nie działa w  dzień?. Byłem trochę zawiedziony. Cóż to, czy On jest jakiś przestępca żeby po nocach włóczyć się w  trakcie tak ważnej obrony? Wszak nie jest byle kim. Po rozmowie z Marianem doszliśmy do wniosku, że to jest próba Jego wyciągnięcia na zewnątrz. Z nami by się nie liczyli. Przyszedł pan Kaziu. Powiedzieliśmy Jemu o co chodzi i co podejrzewamy. Utwierdził nas w  słuszności naszego rozumowania. W  związku z tym poczyniliśmy przygotowania do obrony. Ustaliliśmy, że głównym i ewentualnie ostatnim naszym bastionem będzie kościół przez wzgląd na to, że wszystkie drzwi prowadzące do niego otwierały się na prawdopodobnych napastników, co przy tak masywnych drzwiach stanowi nie lada problem. Za to okazał się inny. Żadne z nich pomimo, że miały klucze nie chciały się zamknąć. Przystąpiliśmy do ich naprawy. Okazało się, że wszystkie wymagały podkładek pod zawiasy, bo na przestrzeni lat ich ciężar spiłował część ucha pomimo, że były robione w kuźni. Następnie powyciągałem mocowania klamek, aby drzwi były śliskie i w  chwytaniu gładkie. Po uporaniu się z drzwiami zamiast budzić zmienników wynieśliśmy wszystkie ciuchy śpiących obrońców do kościoła i złożyliśmy je na ołtarzu Pana Jezusa. Jeszcze wskoczyłem do kuchni skąd wziąłem parę bochenków chleba, które umieściłem w  konfesjonale naprzeciw Obrazu Pana Jezusa Miłosiernego. Po tych naszych nocnych harcach zakonnikom pozostały działające i sprawne do dziś drzwi. Co jakiś czas sprawdzaliśmy czy Berek – pies zakonników - jest czujny i ostrożny. Była kolejna już niedziela. Siedzę przed kotłownią na ławce, popijam przed obiadem szklankę piwa słuchając radia. Nagle słyszę z eteru wezwanie do Ojców, by opuścili klasztor. Ściszyłem radio, bo na górze było otwarte okno u jakiegoś zakonnika. Strwożyłem się. Jeśli ktoś tam był to usłyszał i może się do tego zawezwania zastosować. Pojechałem do pracy na noc. Trzeba było przygotować urządzenia na jutrzejszy dzień i kolejny tydzień. Po przyjeździe z pracy usłyszałem nowinę. Dwóch zakonników opuściło klasztor. Było mi smutno, bardzo smutno.  Jak się później okazało to była zaprawa. Było też inne bolesne dla mnie zdarzenie. Nie pamiętam dokładnie jaki to był dzień tygodnia, ale na pewno blisko wizyty Ojca Świętego. Byłem cały dzień w  pracy i był on akurat ciężki. Nie wstąpiłem do domu, chciałem jak najszybciej się położyć. Auto jak zwykle zostawiłem otwarte przed kościołem...”

Tak wspomina ten czas Anna Hayder, tekst w całości można poczytać w aktualnym wydaniu gazety „Na Karmel”

...W kolejnych informacjach zaczęto podawać, że Ojciec Św. Odwiedzi Lubaczów, aby spotka się z greko--katolikami. Ostatecznie dowiedzieliśmy się, że Papież odwiedzi także Przemyśl, aby spotkać się z wiernymi obrządku grecko-katolickiego w kościele, którzy oni pamiętają jako swoją katedrę. Takie komunikaty wzbudzały podejrzenie, że wokół kościoła Ojców Karmelitów, zaczyna się dziać coś niedobrego. Okazało się, że nie tylko mnie to niepokoi. W lutym została przygotowana „umowa” na mocy której OO. Karmelici mieli wyprowadzić się ze swojej własności na 5 lat, a kościół wypożyczyć greko-katolikom na okres budowy ich katedry. Dokument nie nosił znamion poprawnej umowy, gdyż m.in. nie zawierał zapisów, jakie konsekwencje grożą greko-katolikom za nie dotrzymanie terminu zakończenia budowy. Ponieważ od lat pracowałam w inwestycjach to uważałam, że okres 5-ciu lat jest zbyt krótki na wybudowanie kościoła. Greko-katolicy nie mieli terenu pod budowę, co za tym idzie dokumentu pod nazwą „wskazanie lokalizacyjne”, badań geologicznych podłoża gruntowego, projektu, pozwolenia na budowę. Załatwianie spraw związanych z prawidłowym przygotowaniem inwestycji trwa czasem dłużej niż sama inwestycja. Czekając na ewentualne wystąpienie greko-katolików o teren, komisja infrastruktury Rady Miejskiej w Przemyślu przygotowała 3 lokalizacje, z których jedna była wg mojej oceny bardzo dobra (by-łam wtedy radną). Wystąpienia jednak nie było, stąd moje podejrzenie, że nikt nie zamierza rozpoczynać budowy, a strona ukraińska czeka na planowane spotkanie Ojca Św. z wiernymi obrządku grecko-katolickiego w kościele OO. Karmelitów. Dla mnie było jasne, że greko-katolicy oczekują na gest Papieża, aby po 45 latach objąć na nowo karmelitańską świątynię...”